07 Wrzesień 2010 09:58  
Nawigacja
NOWOŚCI
TERMINARZYK
DO POCZYTANIA
FOTOGALERIA
FILMOTEKA
FORUMOWISKO
GIERCOWNIA
SZARPIĄC STRUNĘ
LEGENDA EKIPY
LINKOWISKO
SZUKAJKA
KONTAKT
Ostatnie artykuły
Getac PS535F Pancern...
Lupus Adventure 2010
Juraya 2010
Fotograficzny Twardz...
Sanok - Miasteczko G...
Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 28
Najnowszy użytkownik: dunio
Zaprzyjażnieni

I Wyprawa Szlakiem Orlich Gniaz - Jura 2009







To był już trzeci z rzędu dzień spędzony pod autem. Szykował się właśnie jego pierwszy rejs po wielu tygodniach przebywania w warsztatach, a ja właśnie wprowadzałem kilka modyfikacji niezbędnych do odbycia komfortowej podróży. Miałem dość, serdecznie dość wszystkiego…. Siedziałem zziębnięty, przemoczony i obolały na podgrzewanej podłodze u Prezesa i z niepokojem spoglądałem w okno. Wyjazd był planowany już od dwóch miesięcy, ale marzec okazał się być dla nas okrutny. Termometr pokazywał raptem kilka kresek powyżej zera, było szaro, smętnie a z nieba lały się rzęsiste strugi deszczu. W taką pogodę jeszcze bardziej doskwierała myśl, że tym razem nie będzie nam towarzyszył Defender z Chmielem i Lidzią na pokładzie. Szybkie spojrzenie na zegarek. Godzina już zaawansowana, zmęczenie dawało o sobie znać a pozostało jeszcze pakowanie i poranny wyjazd.

Zaczęło się jak zawsze niewinnie. Na ostatnim Chmielowisku Rogal rzucił luźne hasło o zasadności wyjazdu na Jurę z racji niezapomnianych widoków i wyjątkowego uroku tamtejszych mieścinek. Na odzew długo nie trzeba było czekać. Sekundowa akceptacja pomysłu i natychmiastowe przygotowania do realizacji. Ot cała Ekipa 4x4.
Jedno spotkanie u Prezesa, kilka map topo i wszystkie pomysły zostały przerobione na różową kreskę markerem po tamtejszych drogach gruntowych. Pozostała jeszcze tylko rezerwacja noclegu, a poza sezonem nie jest to sprawa najłatwiejsza. Tylko dzięki wytrwałości Sylwii i Prezesa każdy znalazł schronienie pod dachem.

Piątkowy poranek nie rozwiał wątpliwości. Obudziłem się w ubraniu po kilku godzinach snu. Całodniowa walka z hakiem zaowocowała gigantycznymi zakwasami i jeszcze większą niechęcią do pakowania się w samochód. Jeszcze tylko zniesienie bagaży szybki zajazd po Sylwię i możemy ruszać w drogę. Wyjazd z Warszawy okazał się jak zwykle tłoczny i dość nerwowy, jednak prawie natychmiast po opuszczeniu rogatek miasta nasze myśli przeniosły się w stronę czekającej nas przygody. Zza chmur nieśmiało zaczęło wyglądać słońce, z głośników płynęła dobra muzyka, a na CB kierowcy wesoło umilali sobie podróż. Na naszych twarzach wreszcie zagościł uśmiech.

Spotkanie z ekipą to coś więcej niż tylko wyjazd autami 4x4. To coś jak długo oczekiwane spotkanie z rodziną, ludźmi o pokrewnych duszach w których sercach gości podobne zamiłowanie i pasja do przemierzania bezdroży. Tu nie chodzi o bezmyślne katowanie żelaza, w błocie po klamki, ale o czerpanie przyjemności ze wspólnego spotkania, przemierzania i odkrywania ciekawych miejsc w wybornym towarzystwie. Jadąc na spotkanie z ekipą jestem spokojny bowiem otaczają mnie ludzie pogodni, zawsze gotowi nieść pomoc i z uśmiechem traktujących wpadki innych. Takich przyjaciół nie spotyka się na co dzień.

Przemierzaliśmy trasę z zawrotną prędkością 80 km/h jednocześnie delektując się każdym jej kilometrem. Przed Częstochową okazało się, że nowe Mitsubishi L200 z załogą dowodzoną przez Prezesa doszło nas bez trudu pomimo dwu godzinnego opóźnienia. Dalszą drogę pokonaliśmy wspólnie ciesząc się na rychłe spotkanie z oczekującymi Januszem, Krysią i Lidzią. Do celu dotarliśmy tuż przed zapadnięciem ciemności a Olsztyn powitał nas fantastycznym widokiem zamku delikatnie wyłaniającego się z zapadającego już zmroku. Poczuliśmy lekki przedsmak tego co czeka nas przez najbliższe dni.

Kolejny dzień rozpoczął się ze sporym opóźnieniem. Bardzo burzliwa integracja zbierała swoje poranne żniwo. Tak to właśnie jest z ekipą. Spotkania do rana i długie dyskusje. Nigdy nie brakuje tematu do rozmów i nikt nie czuje się zażenowany. Naszą wyprawę zaczęliśmy od pokrzepiającego spaceru do zamku Przymiłowice (Olsztyn). Widok monumentalnej budowli wkomponowanej w wapienną skałę budzi naprawdę duże emocje.
Chłodny poranek zmył ostatecznie resztki snu a ostatnia oczekiwana załoga dotarła na miejsce. Byliśmy gotowi do podróży Szlakiem Orlich Gniazd.

Jura Krakowsko-Częstochowska to bardzo malowniczy region naszego kraju. Górują tutaj skały wapienne a cały obszar wprost naszpikowany jest przeróżnymi zamczyskami i warowniami. Z racji swojego uroku jest to teren bardzo atrakcyjny turystycznie i zaliczyć go trzeba do obowiązkowego punktu podróży każdego turysty. Termin naszej wycieczki niestety znajdował się jeszcze poza sezonem dlatego wiele obiektów nie było dostępnych do zwiedzania. Jednak niezapomniane wrażenia pozostawiły zróżnicowane pejzaże mijane za oknem naszych aut. Przemierzając Pustynię podziwialiśmy oświetlone słońcem piaski, a za chwilę zostawialiśmy pierwsze ślady na drogach pokrytych grubą warstwą śniegu.

Z Olsztyna skierowaliśmy się drogami gruntowymi w kierunku miejscowości Siedlec. Tam właśnie znajduje się wjazd na liczącą ok. 25ha Pustynię Siedlecką. Tereny te są w pełni dostępne dla pojazdów i stały się wielką atrakcją dla kierowców quadów, które na stałe wpisały się w jej krajobraz. My również pozwoliliśmy sobie na krótkie sprawdzenie przydatności naszych aut w warunkach pustynnych. Zdecydowanie najlepiej radziła sobie załoga Patrola z Januszem i Krysią na pokładzie. Połączenie doświadczenia i 35” AT-eków tylko im pozwoliły wdrapać się na piaszczystą górę. Nagrodą za ich trudy była wspaniała panorama roztaczająca się na zanikającą już pod roślinnością pustynię. Jeszcze tylko pamiątkowa fotka i możemy ruszać dalej.

Większą część czasu przemieszczaliśmy się drogami gruntowymi. Jura oferuje bardzo zróżnicowany typ terenu. Wiosenne roztopy zapewniły nam atrakcje w postaci błotnych przeszkód na drodze i stromych rozmokłych podjazdów. W wyższych partiach dominują drogi z luźnymi kamieniami co chwila wystrzeliwanymi w powietrze przez nasze agresywne bieżniki. Na terenach zalesionych większość trasy pokrywał jeszcze dziewiczy śnieg. Na niektórych odcinkach prowadzących przez otwarte przestrzenie, warstwa nawianego śniegu sięgała dobrze ponad kolana. Ciężko było się przebić przez niezbity i mokry śnieg dlatego nie obyło się bez kilku przymusowych przystanków. Na szczęście załogi ekipy są zawsze gotowe nieść pomoc w potrzebie. W takich sytuacjach dosłownie z nikąd koło topielców wyrastał Patrol Januszów. Na tej wyprawie jednak miało być „lajtowo”. Wyciągarki okazały się zbędne a Rogal wreszcie miał okazję przetestować swojego nowego kinetyka.

Szlak naszej podróży prowadził śladem nieco mniejszych obiektów i strażnic. Posiadając auto terenowe budzi się w człowieku chęć obejrzenia czegoś innego niż atrakcje przewidziane dla większości turystów. To całe piękno wypraw off-road. Integracja z maszyną współzależność od towarzyszących załóg i odkrywanie piękna otaczającego nas świata. Na trasie przejazdu znalazły się takie miejscowości jak: Złoty Potok, Ostężnik, Żarki, Mirów, Bobolice, Hucisko, Podlesice, Zamek, Skarżyce, Żerkowie. Pierwszy dzień zakończyliśmy noclegiem w Podlesicach. Tam też z samego rana pożegnaliśmy przesympatyczną załogę Tomka i Mariolę z pociechami. Czekała ich jeszcze bardzo długa droga do domu. Fajnie, że pomimo ogromnej ilości kilometrów zdecydowali się spędzić z nami ten weekend.

Niedzielny poranek przyniósł pogorszenie pogody. Niebo zaszło chmurami i zaczęło zanosić się na opady. Nie przeszkodziło nam to jednak kontynuować podróży ponieważ rozgrzewały nas pozytywne humory. Eskapada zakończyła się Pod zamkiem w Siewierzu. Pożegnanie w strugach deszczu pamiątkowe zdjęcie i niechętnie musieliśmy myśleć o powrocie do domu.
Ta wyprawa była właściwie totalną improwizacją. Często gubiliśmy trasę wcześniej zaplanowaną na mapie i zmuszeni byliśmy modyfikować przejazd na bieżąco. Ola ze swoją znajomością map doskonale sprawdzała się jako pilot kolumny. Nigdy do końca nie wiedzieliśmy na co natkniemy się za następnym zakrętem. Takie wspólne debatowanie nad mapą ma jakiś swój nieodparty urok. Każdy staje się niezbędną częścią przedsięwzięcia i dokłada coś od siebie dla wspólnego dobra. Mam nadzieją że już niebawem spontaniczne wyjazdy staną się cechą charakterystyczną Ekipy 4x4 i z niecierpliwością czekamy na następny.

Wszyscy zainteresowani wycieczkami na Jurę Krakowsko-Częstochowską powinni zacząć od lektury Jurajskiego forum dyskusyjnego (http://forumjurajskie.pl). Znajduje się tam wiele postów dotyczących pojazdów poruszających się po tamtejszych terenach. Mieszkańcy oraz odwiedzający Jurę turyści borykają się z ogromną bezmyślnością kierowców stale dewastujących szlaki i stwarzających duże zagrożenia. My podczas naszego przejazdu kierowaliśmy się zasadą jak najmniejszej inwazyjności. Jeśli spodziewaliśmy się, że nasze pojazdy będą miały problem z pokonaniem jakiegoś odcinka bez wgryzania się do wnętrza ziemi natychmiast się wycofywaliśmy szukając dogodnego objazdu. Taką turystykę chce promować Ekipa 4x4. Róbmy to co lubimy, ale tak by w jak najmniejszym stopniu szkodzić przyrodzie i innym.

Artur - Talib

Fotorelacja w naszej Galierii


482,682 Unikalnych wizyt

Created by Talib © Copyright ©2008 Ekipa 4x4
Powered by PHP-Fusion